Paznokciowy zawrót głowy

Nie publikowałam jeszcze postów lakierowo-paznokciowych, czas to zmienić :). Pokaże Wam bardzo prosty pomysł na paznokcie. Jest on idealny zarówno na co dzień jak i na wieczór.


Wykonanie jest bardzo proste. Najpierw malujemy paznokcie jakimkolwiek lakierem w odcieniu nude, najlepiej dwie warstwy. Kiedy lakier przeschnie, płytkę do połowy pokrywamy lakierem z brokatem, musimy robić to już bardziej umiejętnie żeby nie położyć zbyt grubej warstwy, ponieważ wtedy wszystko nam spłynie. Najlepszym sposobem jest położenie dwóch warstw tak jak przy lakierze nude, druga warstwa jest potrzebna do tego aby pogłębić efekt brokatu. Proste prawda? :)

Do wykonania użyłam moich dwóch ulubionych lakierów:

Pierwszy Catrice w odcieniu 030 My Cafe Au Lait At Notre-Dame - bardzo delikatny cielisty odcień. Lakiery Catrice mają genialne pędzelki, które bez problemu pokrywają całą płytkę już za pierwszym razem, a poza tym bardzo szybko wysychają co jest wielkim plusem.
Drugiego lakieru chyba nie trzeba Wam przedstawiać, jeden z najbardziej znanych lakierów Essence z brokatem o numerze 11 disco disco. Tak jak wspominałam trzeba na niego troszkę uważać, ponieważ gdy nałożymy zbyt grubą warstwę lakier po prostu nam nie wyschnie i cały efekt na nic.

A jak Wy malujecie paznokcie? :)

Morelowy peeling do twarzy Yves Rocher

Przedstawiam Wam dzisiaj mój obecny peeling do twarzy z firmy Yves Rocher o cudowym zapachu moreli.

Pojemność: 50 ml
Stosowanie: 1-2 razy w tygodniu
Konsystencja: kremowa z bardzo dobrze wyczuwalnymi drobinkami, łatwo się rozprowadza.
Opakowanie: wygodna tubka z której bez problemu wydostaje się peeling.

Opis producenta:

Skład: Aqua, Hamamelis Virginiana Water, Stearic Acid, Prunus Armeniaca Seed Powder, Glycerin, Propylene Glycol, Potassium Hydroxide, Xanthan Gum, Disodium Lauryl Sulfosuccinate, Cetearyl Alcohol, Cocamidopropyl Betane, Hydrogenated Castor Oil, Sodium Cocoyl isethonate, Zea Mays Starch, Parfum, Methylparaben, Allantolin, Tocopherol, Ethylparaben, Propylparaben, Tetrasodium Edta, CI 14700, CI 19140, CI77891.

Moja opinia: Świetny peeling z grubymi drobinkami, które są niezła "tarką", co da niektórych może okazać się dużym minusem ale moja skóra nie należy do wrażliwej więc nie pozostawia żadnych zaczerwienień lecz dobrze ją oczyszcza. Posiada morelowy zapach lecz nie jest on bardzo intensywny co mogłoby drażnić. Nie wysusza skóry, nie uczula. Po użyciu nasza skóra jest przyjemna w dotyku a nie ściągnięta co powodują niektóre peelingi. 

Cena: 24 zł lecz gdy posiadając kartę kupiłam go z 50% zniżką
Dostępność: wszystkie sklepy Yves Rocher lub strona internetowa http://www.yves-rocher.com.pl/

A Wy, jakich peelingów używacie? :)

Farmona Tutti Frutti




Dziś o moim ulubionym maśle do ciała, które niedawno odkryłam - czyli Tutti Frutti o zapachu kiwi i karamboli. Kupiłam go ze względu na jego promocje w drogerii Natura i z pewnością nie żałuję! Bez wątpienia zagości w mojej kosmetyczce na dłużej.



Pojemność: 250 ml
Cena: ok. 12 zł

Opis producenta:
Gęste masło do ciała o wyjątkowych właściwościach i apetycznym zapachu kiwi ze słodką nutą karamboli. Orzeźwiające połączenie soczystego aromatu kiwi i słodyczy złocistych gwiazdek karamboli uwalnia energię i wyzwala radość życia!
Dzięki zawartości afrykańskiego masła Karite głęboko nawilża, odżywia i ujędrnia, sprawiając że ciało staje się zachwycająco miękkie, delikatne i jedwabiście gładkie. Bogata konsystencja pieści zmysły, czarne drobinki masują ciało, a radosny, wibrujący aromat wprowadza w doskonały nastrój.

Moja opinia: 
Jest to trzecie masło jakie do tej pory testuje i z pewnością najlepsze. Pierwsze z jakim miałam do czynienia to masło Perfecty, ale jak u niego nie odpowiadają mi zapachy tych maseł. Kolejne to masło shea, na którego temat poświęcę osobną notkę, ale moim nowym odkryciem jest właśnie masło Tutti Frutti. Swoją konsystencją przypomina prawdziwe masło, jest bardzo gęste ale przy tym miękkie i łatwo się rozsmarowuje, przepięknie pachnie o czym się przekonałam już po samym jego otwarciu, a zapach utrzymuje się na naszej skórze przez kilka godzin. Masło posiada delikatne czarne drobinki, lecz nie zauważyłam aby masowały one ciało, praktycznie nie czuć ich na skórze. Po użyciu nasza skóra jest wygładzona i porządnie nawilżona. Masło pięknie się wchłania co mnie bardzo cieszy, gdyż nie cierpię czekać aż kosmetyk zaschnie a przy tym wszystko się lepi do ciała. Opakowanie jest bardzo wygodne w użyciu, możemy łatwo wydobyć produkt ze środka. Polecam ten kosmetyk! Sama jestem ciekawa innych zapachów. Dostępne są takie zapachy jak: karmel i cynamon, liczi i rambutan, granat i pitaya, figa i daktyle, melon i arbuz, brzoskwinia.



Skład: Aqua, Butyrospermum Parkii, Isopropyl Mirystate, Cetearyl, Alcohol, Ceteareth-20, Glycerin, Cetyl Alcohol, Paraffinum Liquidum, Parfum, Cera Alba, Cyclomethicone, CI 19140, Glyceryl Stearate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, CI 42090, Jojoba Esters, Iron Oxides, Acrylates C10-C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, BHA, Limonene, Linalool.

p.s zostałam oTAGowana przez Beauty in English o moich ulubionych kanałach na YT. A więc króciutko:

nieesia25
Agnieszka, super dziewczyna, bardzo spontaniczna, zawsze uśmiechnięta. Robi recenzje kosmetyków oraz filmiki z outfitami. 

nissiax83
Uwielbiam jej filmiki o Nowym Jorku oraz życiu w Stanach. Jej filmiki jednak głównie dotyczą kosmetyków, jest profesjonalistką w tej dziedzinie dlatego bardzo licze się z jej opiniami na temat danych kosmetyków.

katosu:
Moje guru makijażu, jej chyba nigdy nie kończą się pomysły, to ona mnie inspiruje i to właśnie dzięki jej tutorialom najwięcej się nauczyłam.

maxineczka:
Lubię jej makijaże, ma fajne pomysły i używa ogólnodostępnych kosmetyków, dlatego jej pomysły można spokojnie "wcielić w życie".

brunettesheart:
Alina, przepiękna dziewczyna, która robi nieziemskie makijaże w bardzo prosty sposób. Ona bez problemu wyczaruje każdemu makijaż przy użyciu dwóch cieni i masakry ;).

POLECAM!!!

Hair tutorial

Dzisiaj mam dla Was coś innego niż zwykle, ponieważ postanowiłam stworzyć fryzurę  "krok po kroku". Jest ona bardzo prosta do zrobienia, a daje bardzo ładny efekt. Pasuje do każdego rodzaju włosów i na każdą okazje, ja np. byłam w niej niedawno na weselu i bardzo dobrze się trzymała nawet po szalonych tańcach. Mam nadzieję, że Wam się spodoba :)

Oto tutorial:

Na początku związujemy włosy dosyć grubą, dobrze trzymającą włosy gumką, ponieważ to ona będzie "podstawą" naszej fryzury:



Kolejny krok to poluzowanie naszej gumki i przedzielenie włosów na pół co utworzy przerwę przez którą musimy przełożyć nasze włosy:



Jest to trudny krok dla osób które mają długie włosy, ale wystarczy trochę cierpliwości :)


Jeśli chcemy uzyskać efekt fryzury dziennej możemy pozostać na tym etapie, uważam że jest ona odpowiednia zarówno do szkoły, pracy jak i na imprezę. Jeżeli jesteście zainteresowane bardziej wieczorowym efektem popatrzcie dalej:


Teraz owijamy nasze włosy wokół ręki tworząc "rulonik". Najlepiej róbcie to warstwami. Nie przejmujcie się jeśli część włosów wystaje, możemy to bez problemu skorygować później. Gdy już skończymy zwijanie, upinamy włosy dużą ilością wsuwek aby nasz kok był bardzo stabilny.


Jeśli część włosów nam ucieknie na boki, także nie ma co panikować :-). Gdy skończymy upinać koka i czujemy że dobrze się trzyma zajmujemy się niesfornymi włoskami, które nie zostały upięte. Początkowo pomoże nam pianka i dwa lusterka tak aby widzieć tył naszej fryzury. Staramy się "złapać" pianką włosy i dołączyć je do koka, jeśli jest ich dużo użyjcie wsuwek, jeśli efekt jest już dla nas zadowalający lakierujemy koka.



Jeśli nie macie grzywki to Wasz kok jest już skończony, natomiast gdy ją macie możecie ją upiąć na bok lub zrobić bardzo eleganckie fale przy użyciu prostownicy, o tak:


Fale lekko rozdzielamy i lakierujemy. Prawda że proste? :)





Koniecznie napiszcie czy podoba Wam się pomysł na tutoriale fryzurowe i czy któraś z Was próbowała zrobić koka :-)


p.s widziałyście promocje KOBO?


Denko ostatnich miesięcy

W dzisiejszym poście pokaże Wam moje denko zebrane w kilka miesięcy, nie jest ich może dużo, ale część opakowań kosmetyków została wyrzucona, gdy jeszcze nie miałam zamysłu stworzenia bloga, także wybaczcie. Wszystkie kosmetyki są bardzo wydajne, ale co jakiś czas będę starała się pokazywać Wam te które zostały już przez mnie zużyte.


Recenzja:


Może zaczniemy od kosmetyków firmy Ziaja. Prawdopodobnie oba produkty są Wam dobrze znane, ale kilka słów jak sprawdziły się u mnie. Lubie eksperymentować z kremami do twarzy, mam cerę suchą dlatego potrzebuje coś bardzo nawilżającego. Masło kokosowe kupiłam po namowie kilku koleżanek które były nim zachwycone. Używałam go TYLKO na noc, gdyż jest bardzo tłuste i nie ma możliwości stosowania go pod podkład. Krem sam w sobie ma bardzo przyjemny zapach, niezbyt ostry co może nas drażnić. Jego konsystencja jest dosyć gęsta, a równocześnie ciężka w aplikacji. Moja skóra nie była nawilżona lecz natłuszczona dlatego u mnie on się nie sprawdził. Jeśli chodzi o płyn do demakijażu to także nie jest on moim ulubieńcem. Kupiłam go chcąc spróbować czegoś nowego zarazem za niską cenę. Już po pierwszym użyciu wiedziałam że to nie jest płyn którego szukam, dlatego że bardzo słabo zmywa tusz do rzęs i wymaga od nas tarcia oka aby tusz całkowicie znikł. Oba produkty można dostać w bardzo niskiej cenie (płyn ok. 6 zł, masło 5zł) lecz ja niestety nie kupie ich ponownie.


Ponieważ mam duży problem z suchą skórą na nogach, skuszona reklamą kupiłam balsam firmy Neutrogena.
Jest to dokładnie intensywnie regenerująca emulsja do ciała, której zadaniem jest nawilżyć i zregenerować bardzo suchą i szorstką skórę. Ja posiadam duże opakowanie, bardzo wygodne w użyciu ponieważ ma  pompkę. Sam balsam jest leciutki, ładnie pachnie, ma kremową konsystencję, a co dla mnie ważne szybko się wchłania i pozostawia skórę nawilżoną na długi czas. Według mnie balsam jest bardzo dobry, po użyciu go skóra nie jest ściągnięta lecz nawilżona. Na pewno w przyszłości do niego wrócę. Cena ok. 30 zł. 


Teraz kolej na płyn micelarny firmy Bourjos. Używałam wiele płynów micelarych, ale tej najbardziej przypadł mi do gustu. Jest bezzapachowy, ładnie zmywa makijaż, troszkę bardziej trzeba się pomęczyć przy rzęsach, ale nie ma tragedii. Według mnie to bardzo dobry kosmetyk za niską cenę ok.13 zł.


Balsam brązujący Dove Summer Glow to dla mnie jeden z najlepszych w okresie wiosna-lato. Bardzo dużym plusem jest to że możemy go dostać w dwóch wersjach dla jasnej i ciemnej karnacji. Ma przyjemną konsystencję, łatwo się rozprowadza i nie powoduje zacieków! Ładnie rozświetla skórę a także ją nawilża gdyż posiada taką formułę.


Odżywka do włosów Pantene Nature Fusion jest nieodłącznym elementem podczas mycia głowy. Mam długie włosy, które ciężko rozczesać po umyciu co je bardzo niszczy, ale po użyciu tej odżywki nie mam z tym problemu. Odżywka ta ma sprawić że włosy będą mocniejsze i lśniące. Nie zauważyłam żeby moje włosy poprzez używanie jej stały się mocniejsze, ale na pewno są bardziej lśniące. Fajny produkt w dobrej cenie, około 15 zł.


Ostatnią rzeczą z mojej kolekcji denko jest żel nawilżająco-oczyszczający under twenty. Fajny żel myjący o delikatnym zapachu mango i guarany. Posiada delikatne kuleczki myjące, które oczyszczają twarz. Skóra po umyciu nie jest ściągnięta lecz nawilżona. Nie kupię go więcej tylko dlatego, że znalazłam swój produkt do mycia twarzy, którego chyba już nigdy nie zmienię, ale o tym wkrótce.

Czy miałyście kiedykolwiek do czynienia z którymś z tych produktów? Jak tak to napiszcie jakie są Wasze wrażenia :).

Queen of strawberry

Jakiś czas temu obiecywałam makijaż z użyciem cienia Kobo - dzika truskawka. Cień od początku mnie oczarował i myślałam co by tu z niego stworzyć. Przyznam nieskromnie że nie spodziewałam się tak fajnego efektu.




Użyte kosmetyki:
Podkład - Paese nawilżający
Puder - Sephora Warm Nude
Brwi - Inglot 329
Róż - Yves Rocher
Usta - NYX circe
Oczy: baza ArtDeco, cienie: Kobo - Wild Strawberry, brąz Inglot 465, jasny w kącikach Inglot 395, czarny - Paletka Sleek Au Naturel, kreska - eyeliner w żelu Catrice, tusz - Wibo Growing Lashes.

Jak Wam się podoba?

Porówananie bazy pod cienie

Bazy pod cienie są nieodłącznym elementem makijażu, gdyż podbijają kolor cieni, sprawiając że dłużej trzymają się na powiece i nie rolują się tworząc brzydki efekt. Osobiście, nie wyobrażam sobie makijażu bez użycia bazy. Długi czas szukałam mojego ideału, ale w końcu znalazłam i chyba nie będziecie nim zaskoczone.

Oto moje bazy:



Pierwszy z nich to baza Inglot - czyli jedna z najgorszych baz z jakimi miałam do czynienia. Bez wahania kupiłam ją sobie przy stoisku Inglota, bo przecież to taka dobra, sprawdzona firma i baza na pewno będzie ekstra. Już po pierwszym użyciu mogłam ją bez zawahania wyrzucić do kosza. Baza wygląda jak korektor, gdy nałożymy ją na powiekę i czekamy aż lekko przeschnie już po około minucie baza roluje się sama w sobie z czym się pierwszy raz spotkałam, ale chciałam jej jeszcze dać szanse i roztarłam to załamanie a potem nałożyłam cień. Już po godzinie mój makijaż był niewidoczny, a reszta cienia ukryła się w załamaniu.

Moja ocena: 1/5 za fajne opakowanie
Cena: 40 zł

Druga baza jest z firmy Catrice. Jest to moja baza którą kupiłam jakiś czas temu. Jest ona jak widzicie w tubce, ma fajny perłowy odcień, szybko się wchłania, lecz po 3 godzinach cień znowu roluje się. Jestem nim bardzo zawiedziona zwłaszcza, że wszystko co do tej pory kupiłam z firmy Catrice było rewelacyjne!

Moja ocena: 2/5 za poręczne opakowanie oraz konsystecję bazy
Cena: 15 zł

Ostatnia z baz jest Wam na pewno dobrze znana, była recenzowana na niejednym już blogu. Jest to oczywiście baza ArtDeco. Mój Kosmetyk Wszechczasów numer 1. Ma bardzo przyjemną, lekko perłową konsystencję, łatwo nabiera się ją na palec (nie jest twarda jak kamień! w porównaniu z tą z Kobo, która miała być jej odpowiednikiem). Bardzo szybko wysycha i mocno podbija pigmentacje cieni. Jest rewelacyjna i nie zamienię ją na żadna inna!

Moja ocena: 5/5
Cena: najlepiej zamawiać na allegro cena 38 zł


Jakie są Wasze ulubione bazy? Dajcie znać w komentarzach, chętnie się dowiem :-)

Porównanie podkładów Catrice + dzisiejszy haul

Cześć!
Dzisiaj mam dla Was recenzje dwóch podkładów firmy Catrice - Infinite Matt Make up (puder matujący) oraz Photo Finish Liquid Fundation 18h (długotrwały podkład do twarzy). Przepraszam za jakość podkładów, ale są juz na wykończeniu :-)



Swatche:



Oto co oferuje nam producent:
Infinite Matt:
Matujący make up z 18h efektem `shine control`. Zawiera pigmenty odbijające światło. Zapewnia średnie lub mocne krycie bez efektu maski. Dzięki mocnemu nawilżeniu i beztłuszczowej konsystencji, make up nie wysusza skór, a pozostawia uczucie gładkiej i delikatnej cery pełnej naturalnego blasku.

Photo Finish:
Dla doskonałego, wyglądu cery: Photo Finish Foundation Liquid 18h z Soft Focus Effect. Dzięki pigmentom odbijającym światło, sprawia, że ​​cera wygląda gładko i promiennie do 18 godzin. Bezolejowa formuła.

Moje wrażania:
Obywa te podkłady są moimi absolutnymi ulubieńcami i jak wierny pies zawsze do nich wracam choć często kusi mnie testowanie nowych. Infinite Matt polecam bardziej na zimę gdyż ma zdecydowanie cięższą konsystencję. Jest dobrze kryjący, ale absolutnie nie tworzy efektu maski, nie podkreśla suchych skórek co często zdarza się w moim przypadku. Jeśli macie skórę tłustą będzie to dla Was na pewno dobry podkład, ale po kilku godzinach na pewno będziecie musiały przypudrować twarz. Photo Finish natomiast jest bardziej podkładem na lato, jest bardzo leciutki i przepięknie pachnie, dla mnie jest idealny na gorące dni!


Ogólne plusy:
+ bardzo dobrze dopasowuje się do koloru skóry
+ gama kolorystyczna dopasowana zarówno dla osób bladych jak i opalonych
+ dozownik z pompką 
+ nie tworzy efektu maski, a ma bardzo dobre krycie
+ nie zbiera sie w załamaniach
+ nie zapycha
+ opakowanie - szklana buteleczka
+ bardzo ładny zapach 

Minusy:
- nie matuje skóry na 18h jak obiecuje producent (ale czy to byłoby możliwe w jakimkolwiek podkładzie?)

Cena: 25 zł
Dostępność: Jedynie w drogeriach Natura

A teraz dzisiejszy haul:

Precyzyjny eye liner w piskau z Golden Rose, który od dzisiaj jest moim numerem jeden w tworzeniu kresek:


Cena: 16,90 zł

Kolejną rzeczą której nie mogłam sobie odmówić w Naturze to cień w kremie Catrice w kolorze Lord of the Blings. Wkrótce makijaż z jego użyciem.


Cena: 15 zł
Dajcie znać czy miałyście do czynienia z podkładami Catrice i jak się u Was sprawdziły. Pozdrawiam!

Now it's time for make-up

Tak jak obiecałam dzisiaj zdjęcie makijażu z użyciem ostatnio opisywanego cienia Kobo w kolorze Green Pistachio. Oto efekt z bliska:



+ fryzura:


Użyte kosmetyki:
Podkład - Ingrid Mineral Silk and Lift
Puder Sephora w odcieniu warm nude
Brwi - Inglot 329
Cienie: Brązowy Inglot 465, Pistacjowy - Kobo, Perłowy w kącikach Inglot 395
Czarny Eye liner Inglot
Tusz - Wibo Extreme Lashes

A teraz pokaże Wam coś ciekawego, co nabyłam wczoraj w Sephorze:


Jest to elektryczna zalotka - Heated Lash Curler. Podobno bardzo ładnie podkreśla rzęsy co dla mnie jest wybawieniem bo jak widzicie na zdjęciu moje rzęsy są proste mimo różnych technik malowania. Mam nadzieje, że to cudo się u mnie sprawdzi. Wkrótce recenzja, jesteście ciekawe? :-)

Czas wziąć się za siebie!

Lipiec jest miesiącem kiedy postanowiłam "wziąć się za siebie". Początkowo moim zamiarem było jedynie nie jedzenie słodyczy oraz fast-foodów, ale natknęłam się na jednym z blogów na ćwiczenia Ewy Chodakowskiej, które ukazują się w magazynie Shape. W ten oto sposób nabyłam DVD 1 dla początkujących, jest jeszcze dla średnio-zaawansowanych a w październiku ma się ukazać najtrudniejszy z treningów. Jeśli chodzi o ćwiczenia to nie są one skomplikowane, ale dają "popalić", przy tych upałach które panują pot cieknie ciurkiem! Dlatego przed ćwiczeniami radze założyć krótkie spodenki, top i niezbędny ręcznik. Ćwiczenia trzeba robić co najmniej 3 razy w tygodniu, ja zdecydowałam się robić je codziennie i czuje się po nich na prawdę świetnie, dlatego serdecznie polecam osobom chcącym zgubić kilka kilogramów  i poprawić sobie samopoczucie!

Okładka płyty wygląda tak:


Oprócz ćwiczeń jak już wspominałam przestałam jeść słodycze i zamieniłam je na coś o wiele lepszego. Mianowicie mieszkankę orzechów i rodzynek - moje ostatnie odkrycie które możecie znaleźć w Rossmanie:


Kolejną rzeczą która chciałabym Wam pokazać jest nowa seria Plusssz Lady, którą możemy kupić w każdej aptece. Ja mam akurat serie wzmacniającą włosy i paznokcie, ale jest jeszcze Plusssz pielęgnacja skóry, detox oraz +40:


Wczoraj, będąc na zakupach weszłam do Sephory. Zwykle raczej nic tam nie kupuje, ale zobaczyłam że są duże promocje. Oczywiście skorzystałam i kupiłam sobie puder prasowany, który już długo za mną "chodził". Kupiłam go w promocji z 59 zł na 19 zł. Ponadto, dostałam także próbkę kremu do rąk Pat&Rub oraz karte sephora na kolejne zakupy, apropo macie taką?


Dajcie znać czy miałyście do czynienia z ćwiczeniami Ewy lub co robicie aby zgubić kilka centymetrów w talii. Do usłyszenia!

P.S W następnej notce makijaż :-)!

Kolorówka

W żadnym z postów nie publikowałam jeszcze kolorówki, a więc dzisiaj przyszedł na to czas :D. W czerwcu nabyłam kilka rzeczy firmy KOBO, ponieważ bardzo często pojawiały się na nie promocje. Między innymi szminki, cienie czy pigmenty.
Jeśli chodzi o cienie, to wcześniej nie kupowałam ich ponieważ pojedyńcze kosztowały 13.99 zł, a Inglota 10 zł, dlatego zawsze wybierałam te drugie. Jednak ostatnio cienie były w promocyjnej cenie 8,99 zł i skusiłam się na kilka.

Pierwszy w odcieniu Green Pistachio, drugi Wild Strawberry:





Pigment w kolorze Cornflower:


Obraz 3 piękne szminki:




Jakie są Wasze doświadczenia z marką KOBO? Polecacie czy nie?